Blog i aktualności

Witam w przestrzeni, gdzie dzielę się moimi przemyśleniami o pisaniu, literaturze i kulisach mojej twórczości. Znajdziesz tutaj regularne wpisy, które pozwolą ci zajrzeć w świat moich inspiracji i procesów twórczych.

To jest post o miłości

Bo pytacie w listach, o czym jest sztuka "Papier, kamień, nożyce", której pokaz odbędzie się w Krakowie w Teatr BARAKAH 14.04 (wtorek) o godzinie 19.00. Która to zdobyła Nagroda Dramaturgiczna im. Tadeusza Różewicza w ubiegłym roku

O kryzysie zdrowia psychicznego młodych ludzi - w skrócie. Temu tematowi poświeciłem dziesiątki tekstów najróżniejszych. W tym dramatów, które były wystawiane w teatrach, zdobywały wyróżnienia w konkursach, były tematem artykułów i nawet jednego doktoratu (pozdrawiam!).

 

Ale "Papier, kamień, nożyce" jest trochę innym tekstem.To jest o miłości. O relacji matki i córki, która z zewnątrz wygląda zupełnie zwyczajnie. A w środku coś się powoli rozpada.To jest o córce, która chce być zauważona. I o matce, która nie bardzo wie, jak jej pomóc. Sobie zresztą też nie.O słowach, które miały być troską, a brzmią jak zarzut. O ciszy, która zamiast chronić, zaczyna ranić bardziej niż krzyk.To nadal jest o miłości. Tylko takiej, która zaczyna mieszać się z agresją. Bo czasem przytulenie pojawia się zaraz po czymś, czego nie da się już cofnąć. A „robię to dla twojego dobra” przestaje brzmieć jak wsparcie i zmienia się w „rób sobie, co chcesz”. To niczyja wina. Po prostu niemoc.Bo w pewnym momencie wszystko się zmienia. Rozmowa staje się agresją. Zamiast bliskości jest napięcie. A relacja coraz bardziej przypomina grę.Grę o kontrolę, winę, o to, kto ma rację i kto kogo bardziej zrani. Nawet nieświadomie, bo bezradność wobec kryzysu psychicznego bliskiej osoby też może ranić. I o grze ze sobą, gdy wyrzuty sumienia pogłębiają obopólny już kryzys.I najtrudniejsze jest to, że obie strony chcą tego samego, czyli bliskości. Tylko żadna nie bardzo już wie, jak do niej wrócić. Mimo ogromnej miłości, która je łączy.Ten tekst nie daje prostych odpowiedzi i nie wskazuje winnych. Pokazuje raczej moment, w którym przekracza się granicę. Zwłaszcza że nawet nie wiadomo, kiedy strony zaczynają się ranić i potrzebują pomocy specjalistów, by do siebie dotrzeć.I zostaje pytanie: czy da się tę grę zatrzymać, zanim zajdzie za daleko?No właśnie, bo to jest bardzo dobre pytanie, wokół którego napisałem tę sztukę.

 

reżyseria: Paweł Świątekobsada: Marta Konarska, Rafał Dziwisz, Rafał Karnicki, Zuzanna Woźniak

Po czytaniu performatywnym odbędzie się spotkanie z twórcami, które poprowadzą: Joanna Oparek – przedstawicielka Rady Programowej Nagrody Dramaturgicznej im. Tadeusza Różewicza i Agata Dąbek – ekspertka w dziedzinie znajomości dramaturgii współczesnej.

O słuchowisku Orłowo 1920

Moje słuchowisko opiera się na spacerze dwóch postaci – Żeromskiego i Lechonia – który w warstwie fabularnej jest dysputą o Polsce, literaturze i tożsamości, a w warstwie głębszej staje się opowieścią o lękach, nadziejach i przełomie historycznym. Interesuje mnie przenikanie się codzienności i mitu: rozmowy na plaży przechodzą w dramatyczne zmagania z naturą, a te z kolei otwierają przestrzeń dla nadprzyrodzonego doświadczenia obecności Smętka, kaszubskiego diałba. To swoisty pejzaż wewnętrzny, w którym brzmienia przyrody, języka i legendy są równie ważne jak słowo wypowiedziane.

 

Forma realizacyjna
Słuchowisko buduję jako wędrówkę akustyczną. Warstwa dźwiękowa staje się równoprawnym bohaterem: szum fal, skrzypienie piasku pod stopami, oddalające się krzyki mew, nagłe porywy wiatru i huk burzy prowadzą słuchacza przez zmienne stany emocjonalne bohaterów. Nie chodzi tylko o ilustrację, lecz o dramaturgię – natura reaguje na dialog, czasem go kontrapunktuje, czasem komentuje.

Dialog między Żeromskim a Lechoniem ma pulsować zmiennością – od kłótni po pocieszenie, od melancholii po wizję. W tym rytmie chciałbym zawrzeć ich przyjaźń: szorstką, pełną różnic, a zarazem fundamentalną w obliczu samotności i kryzysu.

 

Dialog i rytm
Rozmowa bohaterów nie jest linearną wymianą poglądów, ale pulsuje napięciem i zmiennością. Chcę oddać to rytmicznie: szybkie, podniesione głosy w kłótni przechodzą w spokojne, melancholijne tony, by znów gwałtownie przyspieszyć. Kontrast rytmów dialogu z rytmem dźwięków natury ma wzmacniać dramaturgię – plaża w słońcu „gra” inaczej niż ucieczka na klif do lasku przed oberwaniem chmury.

 

Obecność Smętka
Smętek nie pojawia się wprost jako postać, lecz jako doświadczenie akustyczne. Jego obecność to zniekształcony, wielogłosowy śmiech, który miesza się z echem burzy i krzykami w języku rosyjskim, co sugeruje atak bolszewików na postaci, za którym unosi szatański śmiech, przerażający i zaskakujący. Chcę, aby słuchacz miał wrażenie, że nie jest to tylko halucynacja bohaterów, lecz dźwiękowa manifestacja mitu, który osiada w pejzażu Kaszub.

 

Przestrzeń historyczna i mityczna
Słuchowisko przenosi słuchacza w lipiec 1920 roku – moment pełen niepewności, gdy los Polski waży się na polach bitew. Ale jednocześnie wpisuje bohaterów w przestrzeń Kaszub, gdzie historia i mit przenikają się w opowieści o strażnikach morza i w wizji przyszłego portu. Chcę, aby słuchacz miał poczucie uczestnictwa w chwili narodzin mitu Gdyni - nowego świata, samowystarczalnego miasta.

 

Ton i nastrój
Całość powinna balansować między intymnością (dwoje ludzi idących plażą, wyznających swoje lęki) a monumentalnością (burza, wizja miasta, kaszubski mit). Dźwięk jest wehikułem tej zmienności: od kameralnych szelestów i oddechów po symfoniczne zderzenia natury i sił nadprzyrodzonych.

 

Finał – dwa buki
Kulminacją nie jest burza ani spotkanie ze Smętkiem, lecz scena przy dwóch bukach. Tu realizacyjnie chcę wyciszyć świat dźwiękowy: po długiej drodze i napięciu przyrody bohaterowie znajdują się w przestrzeni ciszy, gdzie każde słowo i szmer nabierają symbolicznego ciężaru. To moment metaforycznego zakorzenienia – drzewa jako pomniki pamięci, przyjaźni i fundamentów pod przyszłość.

 

Natomiast wcześniejsze spojrzenie na Gdynię, wioskę z rozłożystą plażą, wizję polskiego portu, nowoczesnego miasta, które w krótkim czasie się ziszczą, mają przynieść nadzieję. My, współcześni, wiemy, że Polska pokonała bolszewików, postaci mają te zwycięstwo w sercu, zwłaszcza gdy widzą na horyzoncie statki pod francuską banderą, które przywożą polskim żołnierzom broń.

 

Kulminacja przy dwóch bukach ma być wyciszeniem. Po całym bogactwie dźwięków – burzy, śmiechu, szumu morza – nagle zostaje cisza i skupienie. Żeromski czyta fragment swojej opowieści o Samborze i Mestwinie. Głosem monotonnym meandruje zawiłe stylistycznie frazy. Rytm „żeromszczyzny” w stylu mantry. To gest powrotu do tego, co trwałe, do natury, w której zapisane są dzieje i przyszłość. Drzewa stają się pomnikiem pamięci, przyjaźni i nadziei, a słuchacz ma poczuć, że oto zakończyła się nie tylko droga bohaterów przez plażę, ale także droga emocjonalna: od niepokoju ku zakorzenieniu. Od rozedgrania ku ciszy, która jest zbawienna.

 

Interpretacje współczesne - moje zamierzenie

„Orłowo 1920” można odczytać jako próbę zatrzymania w dźwięku chwili granicznej – momentu, w którym świat chwieje się między trwaniem a rozpadem. Pragnąłem ukazać nie tylko wydarzenia historyczne, ale też drżenie człowieka w obliczu zagrożenia.

 

Orłowo staje się miejscem symbolicznym – krawędzią między życiem a śmiercią, lękiem a nadzieją. To nie tylko geografia, ale przestrzeń duchowa, w której człowiek staje twarzą w twarz z pytaniem o sens ofiary, miłości i wolności.

 

Dla współczesnych słuchaczy słuchowisko może być wizją przypominającą, że historia nie jest zamkniętą księgą, lecz powracającym echem. W każdym kryzysie pojawia się to samo pytanie: czy umiemy zachować wierność temu, co większe od nas, ojczyźnie, wspólnocie, wartościom, ale także człowieczeństwu?

 

Blog projektu: https://orlowo1920.blogspot.com/2025/08/konspekty-eksplikacja-autorska-do.html 

Jak opowiedzieć ciszę? O pisaniu słuchowiska z Bałtykiem w tle

Czytałem biografie, listy, opracowania twórczości, książki Stefana Żeromskiego i Jana Lechonia z uwagą i z rosnącym niepokojem. Bo im więcej się dowiadywałem, tym trudniejsze wydawało się zadanie, którego się podjąłem: napisać słuchowisko o ich wspólnym pobycie w Orłowie w 1920 roku. Z pozoru to sytuacja intymna, kameralna, mistrz i młody poeta, spacerujący wzdłuż morza, milczący, obserwujący chmury, wyczerpani wojną i życiem, szukający ciszy. Ale właśnie ta cisza jest najtrudniejsza do napisania.

Biografie Żeromskiego pokazują go jako człowieka głęboko rozedrganego, emocjonalnie surowego, duchowo wrażliwego, obdarzonego intensywnym stosunkiem do przyrody. Lechoń, z kolei, to postać z innego świata: ironiczna, neurotyczna, zagubiona, a w tym właśnie czasie krucha i po przejściach, świeżo po załamaniu psychicznym. Żeromski zaprosił go do Orłowa, by pomóc, być może nawet go ocalić.

Czy mogło się zdarzyć coś dramatycznego? Nie. I właśnie to milczenie, drobne gesty, nienapisane słowa, jest najciekawsze, ale i najbardziej ulotne. W listach, które przetrwały, jest wzruszenie, serdeczność, niedopowiedzenie. Matka Lechonia dziękuje Żeromskiemu z całego serca, sam Lechoń pisze do niego niezdarnie, ale z uczuciem, jakby chciał się schować za formułami grzecznościowymi, a jednocześnie się do niego przytulić. Żeromski odpowiada nie listem, lecz dedykacją w nowelce - i znów: tak wiele, tak dyskretnie.

Jak uchwycić to w słuchowisku? Jak zbudować dramaturgię z braku słów, z intymnego współistnienia dwóch dusz, z rozmów, których nie było? Nie chodzi tu przecież o stworzenie fikcyjnego dialogu, który „mógł się wydarzyć”, ale o oddanie napięcia tej osobliwej relacji: troski bez poufałości, gościnności bez pouczania, czułości bez egzaltacji.

Czy w ogóle się da?

Próbuję. Czytam na nowo fragmenty Popiołów i Wiernej rzeki, w których Żeromski mówi o przyrodzie tak, jakby mówił o samym sobie. Wracam do Dzienników Lechonia, choć to już inny czas, inna Ameryka, inne cienie. Próbuję nie pisać słów, tylko ich echo. Może w teatrze radiowym właśnie to jest najważniejsze - nie to, co postacie mówią, ale to, co zdarza się między nimi, w zawieszeniu głosu, w oddechu, w przemilczeniu.

Bo przecież latem 1920 roku w Orłowie wydarzyło się coś ważnego. Coś, czego nie było w gazetach, ale co przetrwało w listach, które dziś czytamy ze ściśniętym gardłem.

Blog projektu: https://orlowo1920.blogspot.com/2025/06/jak-opowiedziec-cisze-o-pisaniu.html